Polska znalazła się w unijnej czołówce krajów z najwolniejszym wzrostem cen paliw. I to wcale nie znaczy, że wasze wydatki na benzynę są niskie - chodzi o tempo podwyżek w skali roku. Najnowsze dane Eurostatu pokazują różnicę, która aż bije po kieszeni: 5,8 proc. w Polsce wobec średniej 13,7 proc. w całej Unii Europejskiej. Sprawdźcie, co to oznacza dla domowego budżetu i dlaczego za chwilę może być drożej.
Paliwo w Polsce. Wzrost o 5,8 proc., a w UE o 13,7 proc. - skąd taka różnica?
Eurostat w środę 22 lipca 2026 r. opublikował dane, z których wynika, że w czerwcu ceny paliw w Unii Europejskiej wzrosły rok do roku średnio o 13,7 proc. W Polsce ten wskaźnik wyniósł zaledwie 5,8 proc. - to jeden z najniższych wyników we Wspólnocie. Dla porównania, jeszcze w maju unijna średnia podwyżek sięgała 20,7 proc., więc widać lekkie ochłodzenie, ale nadal różnica jest ogromna.
- Polska w czołówce krajów Europy. Zadecydowały ceny paliw - informuje serwis Business Insider Polska, powołując się na dane unijnego urzędu statystycznego. Wolniejszy wzrost cen paliw to w dużej mierze efekt polityki fiskalnej rządu, który utrzymuje obniżone stawki podatków pośrednich na paliwa, oraz stosunkowo stabilnego kursu złotego wobec dolara.

Ile realnie płacicie na stacji? Oto, co zmienia 5,8 proc. w portfelu
Dla kierowców najważniejsze jest nie to, jak szybko drożeje paliwo w zestawieniu z resztą Europy, tylko ile zostaje w portfelu po każdej wizycie na stacji. Jeśli przed rokiem litr benzyny 95 kosztował średnio 6,20 zł, to dziś - przy wzroście o 5,8 proc. - zapłacicie około 6,56 zł. Różnica 36 groszy na litrze przy pełnym baku (50 l) daje 18 zł więcej niż rok temu. To miesięcznie - przy przeciętnym tankowaniu dwa razy w miesiącu - wydatek wyższy o 36 zł.
- Przykład: miesięczne wydatki na paliwo dla rodziny z jednym samochodem dojeżdżającą do pracy i na zakupy (ok. 150-200 litrów) wzrosły o ok. 55-72 zł w porównaniu z czerwcem 2025 r.
- Dla porównania: gdyby polskie ceny rosły w tempie średniej unijnej (13,7 proc.), ten sam bak kosztowałby dziś 7,05 zł za litr - czyli o prawie 50 groszy więcej na litrze, a miesięczne wydatki byłyby wyższe o 75-100 zł.
Te wyliczenia pokazują, że choć nie ma powodów do paniki, to jednak systematyczny wzrost cen paliw odczuwalnie uszczupla domowy budżet. I tu pojawia się pytanie: czy to się utrzyma?

Trump wraca do gry. Czy cła zagrożą polskim cenom na stacjach?
Na horyzoncie widać nowe ryzyko. Prezydent USA Donald Trump ma zamiar nałożyć 10-proc. cła na import z kilkudziesięciu krajów - podaje we wtorek 21 lipca „Financial Times”, cytowany przez Bankier.pl. Doradcy ostrzegają go przed rozpętaniem wojny handlowej na kilka miesięcy przed wyborami do Kongresu. Jeśli nowe taryfy wejdą w życie, może to podbić ceny ropy na światowych rynkach. A wtedy nawet polskie mechanizmy ochronne mogą nie wystarczyć, by utrzymać tak niską dynamikę wzrostu, jaką mamy dziś.
Eksperci ostrzegają, że cła Trumpa to bomba z opóźnionym zapłonem dla całej Europy. Polska, która importuje znaczną część ropy z Rosji i z innych kierunków (w tym ze Stanów Zjednoczonych), odczuje skutki w postaci wyższych cen hurtowych, które prędzej czy później przełożą się na detal.
Co zrobić, by mniej płacić na stacji? Praktyczne rady dla domowego budżetu
Na razie polskie stacje paliw należą do najtańszych w Unii, a wskaźnik 5,8 proc. to powód do umiarkowanego optymizmu. Ale stabilność może być krucha. Dlatego warto już dziś zabezpieczyć domowy budżet przed dalszymi podwyżkami:
- Sprawdźcie, czy nie przysługuje wam dodatek osłonowy lub dopłata do paliwa - w niektórych gminach można otrzymać wsparcie dla osób dojeżdżających do pracy, zwłaszcza na terenach wiejskich.
- Rozważcie carpooling - wspólne dojazdy do pracy z sąsiadem czy kolegą z biura dzielą koszty paliwa nawet o połowę.
- Korzystajcie z aplikacji promocyjnych - sieci stacji regularnie oferują zniżki za okazaniem programu lojalnościowego.
Pamiętajcie: to, że paliwo w Polsce drożeje wolniej niż w innych krajach UE, nie oznacza, że nie drożeje w ogóle. Każda podwyżka to realny ubytek w domowym budżecie. Dlatego warto śledzić dane Eurostatu i rządowe prognozy - one są jak latarnia, która ostrzega przed rafą.








