Benzyna E-95 na stacjach benzynowych w Warszawie kosztuje już 7,1-7,2 zł za litr. To niemal tyle, ile płaciliśmy w szczycie wiosennego kryzysu, kiedy rząd zdecydował się obniżyć podatki, by zahamować wzrost cen. Tymczasem globalne notowania ropy naftowej są dziś wyraźnie niższe niż wtedy. Europejska ropa Brent kosztuje ok. 88 dolarów za baryłkę, a w kwietniu sięgała 110 dolarów. Amerykańska WTI jest po 83 dolarach - w kwietniu była po 120 dolarów. Dlaczego więc na polskich stacjach ceny są tak wysokie?
Ropa tańsza o 30-40%, a paliwo prawie nie spadło
Różnica między kwietniowymi a dzisiejszymi cenami ropy sięga kilkudziesięciu dolarów na baryłce. Brent potaniał o ok. 20 proc. wobec swoich maksimów, a WTI o blisko 30 proc. Gdyby ceny paliw na stacjach odzwierciedlały te zmiany, litr benzyny powinien być dziś wyraźnie tańszy niż w kwietniu. Tymczasem wówczas za E-95 płaciliśmy 7,3-7,5 zł, a dziś - 7,1-7,2 zł. Różnica to zaledwie 10-30 groszy. Co więcej, w marcu, tuż przed wybuchem wojny w Zatoce Perskiej, litr kosztował średnio 5,6 zł. Od tego czasu paliwo zdrożało o ponad 1,5 zł, mimo że ropa wróciła do poziomów z tamtego okresu.

Co wchodzi w skład ceny paliwa?
Cena na pylonie to nie tylko koszt ropy. Ropa naftowa stanowi 30-40 proc. finalnej kwoty, którą płacimy na stacji. Reszta to podatki (VAT, akcyza), marża rafinerii, koszty transportu i marża detaliczna. Gdy rząd w kwietniu obniżył stawki podatkowe, cena spadła o ok. 1,2 zł na litrze - ale tylko na chwilę. Od tego czasu część ulg została wycofana, a rafinerie i koncerny paliwowe, takie jak Orlen, mają przestrzeń do ustalania własnych marż. Eksperci zwracają uwagę, że przy obecnych notowaniach ropy marże te są wyższe niż przed kryzysem. To oznacza, że część zysku z różnicy między ceną ropy a ceną detaliczną trafia nie do portfela kierowcy, ale do budżetu państwa i do kieszeni sprzedawców paliw.
Ile jeszcze może zdrożeć? Scenariusz pesymistyczny
Wojna w Zatoce Perskiej znów się zaognia, a kraje arabskie informują o zniszczonych instalacjach naftowych. Ceny ropy rosną po kilka procent dziennie. Jeśli notowania Brent znów dosięgną 100-110 dolarów za baryłkę (wzrost o 20-30 proc. od dziś), a paliwo na stacjach podąży za tym wzrostem, przy obecnych marżach możemy zapłacić nawet 8 zł za litr E-95. Takie wyliczenia opierają się na prostym rachunku: skoro ropa to 30-40 proc. ceny paliwa, a jej wzrost o 30 proc. przekłada się na ok. 10-15 proc. wzrostu na stacji, to z 7,2 zł robi się 7,9-8,3 zł. To poziom, przy którym rząd może ponownie sięgnąć po interwencję i obniżyć podatki - tak jak zrobił w kwietniu, rezygnując z ok. 1,5 mld zł miesięcznie wpływów z akcyzy i VAT.
Co możesz zrobić już teraz?
Na krótką metę nie masz wpływu na ceny na stacjach. Możesz jednak śledzić notowania ropy - jeśli Brent przekroczy 100 dolarów, szykuj się na kolejne podwyżki. Warto też porównywać ceny na różnych stacjach, bo różnice bywają kosmetyczne, ale przy tankowaniu 50 litrów nawet 10 groszy na litrze to 5 zł oszczędności. Dłuższym rozwiązaniem jest ograniczenie zużycia paliwa - jazda z niższymi obrotami, regularne sprawdzanie ciśnienia w oponach i łączenie krótkich tras. Póki co, największą zagadką pozostaje to, dlaczego paliwo jest już tak drogie, choć ropa jeszcze nie wróciła do swoich maksimów.








