/ CIEKAFSKI
CIEKAFSKI NAUKA 29 lipca 2026 · 4 min

Wielka Wojna z Emu – gdy australijskie ptaki zwyciężyły wojsko z karabinami maszynowymi

Wielka Wojna z Emu – gdy australijskie ptaki zwyciężyły wojsko z karabinami maszynowymi

Emu kontra karabiny maszynowe: jak ptaki wygrały wojnę

Wyobraź sobie taką scenę: rok 1932, zachodnia Australia. Grupa weteranów I wojny światowej, którzy dostali od rządu jałowe działki pod uprawę pszenicy, patrzy z bezsilnością na swoje zniszczone pola. Sprawcami nie są jednak szarańcza ani susza, tylko stado 20 tysięcy emu – wielkich, nielotnych ptaków, które właśnie wyruszyły na swoją coroczną migrację z interioru w stronę wybrzeża. Rolnicy, zdesperowani po latach chudych zbiorów i obietnicach pomocy, które rząd ostatecznie złamał, postanowili działać. I to działać z przytupem.

Zwyczajni farmerzy nie mieli szans z tysiącami ptaków. Wiedzieli jednak, że mają dostęp do czegoś, co może zmienić bieg wydarzeń – albo przynajmniej tak im się wydawało. Zwrócili się więc do Ministra Obrony, sir George’a Pearce’a, z prośbą o karabiny maszynowe. Pearce, były żołnierz, zgodził się bez oporów. Postawił tylko kilka warunków: broń mieli obsługiwać wojskowi, transport opłaciłby rząd stanowy, a rolnicy mieli zapewnić jedzenie, nocleg i… amunicję. W tle grało też coś więcej – w Australii narastał ruch secesjonistyczny, a wsparcie dla farmerów mogło być dla rządu sposobem na pokazanie siły i odwrócenie uwagi.

Major Meredith i jego “Zulusi” z piór

Dowództwo nad operacją objął major Gwynydd Purves Wynne-Aubrey Meredith z Królewskiej Artylerii Australijskiej. Do pomocy dostał dwóch ludzi – sierżanta McMurraya i kanoniera O’Hallorana – oraz dwa lekkie karabiny maszynowe Lewis gun. Na początek mieli do dyspozycji 10 tysięcy sztuk amunicji. Plan był prosty: wyeliminować ptaki, a przy okazji zdobyć 100 skór, z których pióra miały posłużyć do produkcji kapeluszy dla lekkiej kawalerii. Brzmi jak żart, ale tak właśnie wyglądała rzeczywistość.

Operacja ruszyła 2 listopada 1932 roku. Żołnierze dotarli do Campion, gdzie dostrzegli około 50 emu. Niestety, ptaki były poza zasięgiem ognia. Farmerzy próbowali zagonić je w zasadzkę, ale emu – z natury inteligentne i szybkie – podzieliły się na małe grupki i uciekły. Pierwsza seria z karabinów była nieskuteczna. Dopiero druga zabiła “kilka” ptaków. Tego samego dnia udało się trafić “może tuzin” więcej. Nie był to imponujący wynik.

Kilka dni później, 4 listopada, major Meredith przygotował zasadzkę przy tamie. Tym razem na horyzoncie pojawiło się ponad 1000 emu. Żołnierze czekali, aż ptaki podejdą bliżej. Gdy otworzyli ogień, karabin się zaciął po zabiciu zaledwie 12 ptaków. Reszta stadka rozpierzchła się w mgnieniu oka. Meredith, coraz bardziej sfrustrowany, przeniósł się na południe, gdzie emu miały być “dość oswojone”. Ale i tam sukcesy były mizerne. Jak zauważyli obserwatorzy, każda grupa ptaków miała teraz swojego lidera – wielkiego, czarno upierzonego emu, który stał na czatach i ostrzegał resztę przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.

Gdy karabin maszynowy przegrywa z ptakiem

Major Meredith próbował wszystkiego. Zamontował nawet jeden z karabinów na ciężarówce, sądząc, że uda mu się dogonić ptaki. Nic z tego – emu biegały szybciej, a jazda po nierównym terenie uniemożliwiała celny strzał. Po sześciu dniach walk, 8 listopada, żołnierze wystrzelili 2500 pocisków. Ile emu zginęło? Trudno powiedzieć. Jedno źródło mówi o 50 ptakach, inne o 200, a farmerzy twierdzili, że nawet 500. Sam Meredith w oficjalnym raporcie napisał, że jego ludzie nie ponieśli żadnych strat – poza utratą godności.

Ornitolog Dominic Serventy podsumował to później z ironią: “Strzelcy maszynowi marzyli o ostrzale z bliska zwartych mas emu. Szybko jednak okazało się, że dowództwo emu stosuje taktykę partyzancką. Niezdarna armia podzieliła się na niezliczone małe jednostki, które uczyniły użycie sprzętu wojskowego nieopłacalnym”. 8 listopada, po negatywnej prasie i politycznej burzy w parlamencie, minister Pearce wycofał wojsko. Meredith porównał emu do Zulusów, mówiąc, że “gdybyśmy mieli dywizję o takiej zdolności przenoszenia kul, stawiłaby czoła każdej armii świata”.

Na tym jednak nie koniec. Po wycofaniu wojska emu znów zaatakowały uprawy. Farmerzy, wspierani przez premiera Australii Zachodniej, Jamesa Mitchella, domagali się wznowienia operacji. I tak ruszyła druga fala “wojny”. Ale to już historia na inną opowieść. Bo choć wojsko oficjalnie przegrało, ptaki nie miały pojęcia, że właśnie wygrały bitwę. Dziś emu wciąż biegają po australijskich polach, a my mamy jedną z najdziwniejszych wojen w dziejach ludzkości.

— WIĘCEJ Z REDAKCJI CIEKAFSKI

— CZYTAJ TEŻ W SIECI SFAT