Nowy Jork, sierpień 1835 roku. Na ulicach miasta panuje gorączka, ale nie ta związana z letnim skwarem. To gorączka wywołana słowem drukowanym. Gazeta “The Sun”, która kosztuje ledwie centa, właśnie opublikowała pierwszą z sześciu części sensacyjnej historii. Jej nagłówek krzyczy: “ODKRYCIA ASTRONOMICZNE NA KSIĘŻYCU”. Czytelnicy urywają sobie ręce, by zdobyć egzemplarz. Dowiadują się z niego, że sir John Herschel, jeden z najwybitniejszych astronomów epoki, za pomocą gigantycznego teleskopu dostrzegł na Srebrnym Globie nie tylko lasy i oceany, ale także… cywilizację.
Jak sprzedać gazetę za pomocą nietoperzoludzi
Pomysł był genialny w swojej prostocie. Richard Adams Locke, reporter “The Sun”, doskonale wiedział, czego pragną czytelnicy prasy za grosze (tzw. penny press). Nie szukali oni suchych faktów, lecz rozrywki, sensacji i emocji. Locke dał im to wszystko, serwując opowieść o dwunożnych bobrach bez ogonów, jednorożcach, miniaturowych zebrach oraz – co najbardziej elektryzujące – o skrzydlatych humanoidach nazwanych Vespertilio-homo (z łaciny: człowiek-nietoperz). Stworzenia te, jak opisywał artykuł, budowały świątynie, a ich cywilizacja zdawała się zadziwiająco podobna do ziemskiej. Całość rzekomo była przedrukiem z szacownego “Edinburgh Courant”, a autorem relacji miał być doktor Andrew Grant, towarzysz podróży Herschela. Problem w tym, że Grant nigdy nie istniał.
Locke nie działał jednak w próżni. W 1824 roku niemiecki astronom Franz von Paula Gruithuisen opublikował pracę o “odkryciu wyraźnych śladów mieszkańców Księżyca”, w której opisywał geometryczne kształty na powierzchni – rzekome mury, drogi i miasta. Locke po prostu poszedł o krok dalej, nadając tym domysłom barwną, ludzką (a raczej nietoperzową) formę. Jego celem była nie tylko sprzedaż gazety, ale i satyra na astronomiczne teorie, które zbyt łatwo mieszały naukę z religijną wyobraźnią. W końcu jeszcze przed Lockiem wielebny Thomas Dick twierdził, że Księżyc zamieszkują miliardy istot.
Astronom, który nie wiedział, że odkrył życie
Sir John Herschel, któremu fałszywie przypisano odkrycia, przebywał w tym czasie w Afryce Południowej, gdzie prowadził prawdziwe obserwacje nieba. Gdy dotarła do niego wieść o mistyfikacji, początkowo był rozbawiony. Miał nawet powiedzieć, że jego własne, autentyczne odkrycia nigdy nie będą tak ekscytujące. Z czasem jednak zabawa się skończyła – Herschel musiał odpowiadać na setki listów od ludzi, którzy wzięli historię o nietoperzoludziach za dobrą monetę. Aparat, który rzekomo pozwolił na te obserwacje, miał soczewkę o średnicy 24 stóp i wadze 7 ton – był to oczywiście czystej wody wymysł. Co więcej, autorzy artykułu zakończyli serię dramatycznym akcentem: teleskop rzekomo spłonął, gdy słońce zamieniło go w olbrzymią lupę.
Mimo że “The Sun” nigdy formalnie nie wycofał artykułów (dopiero 16 września 1835 roku przyznał, że zostały zmyślone), nakład gazety poszybował w górę. Legenda głosi, że wzrósł dramatycznie i na stałe, choć historycy studzą te opowieści. Faktem jest, że “The Sun” z dnia na dzień stał się marką rozpoznawalną na całym świecie. Ludzie bawili się w detektywów, próbując oddzielić prawdę od fikcji – a to była najskuteczniejsza reklama, jaką można sobie wyobrazić.
Kiedy nauka staje się rozrywką
Wielkie Oszustwo Księżycowe z 1835 roku doskonale wpisuje się w kontekst epoki. Prasa za grosze, taka jak “New York Sun”, utrzymywała się głównie z reklam, a te opłacały się tylko przy ogromnej liczbie czytelników. Dlatego “The Sun” jako pierwsza nowojorska gazeta zaczęła regularnie donosić o morderstwach, samobójstwach, rozwodach i innych skandalach. Mistyfikacja księżycowa była tylko bardziej wyrafinowaną wersją tego samego chwytu: szokować, by przyciągnąć uwagę.
Co ciekawe, Edgar Allan Poe, mistrz grozy i mistyfikacji, oskarżył Locke’a o plagiat. Poe wcześniej opublikował opowiadanie “Niezwykła przygoda niejakiego Hansa Pfaalla”, w którym bohater leci na Księżyc balonem i mieszka tam przez pięć lat z lunarianami. Jego historia, przedrukowana w “New York Transcript” we wrześniu 1835 roku, nie zdobyła jednak takiej popularności – była zbyt satyryczna, zbyt komiczna. Sukces Locke’a polegał na tym, że zachował pozory naukowej powagi. W 1846 roku Poe napisał nawet biograficzny szkic o Lockem, oddając mu niejako szacunek rywala.
Oszustwo księżycowe to nie tylko ciekawostka z XIX-wiecznych kronik. To lustro, w którym przegląda się współczesność. Dziś też mamy swoje sensacje, które podszywają się pod naukę, i swoich Herschelów, którzy muszą prostować, że nie odkryli niczego nadzwyczajnego. Pytanie tylko: czy my, czytelnicy, jesteśmy mniej naiwni niż nowojorczycy w 1835 roku, czy może wciąż dajemy się uwieść opowieściom o nietoperzoludziach, tyle że w nowej, cyfrowej odsłonie?








