Sprawa lekarza Dawida Kacprzyka ujawniła to, o czym pacjenci od lat mówią w kolejkach do przychodni: system pracy w ochronie zdrowia wymaga pilnych zmian. Konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii, prof. Jarosław Peregud-Pogorzelski, w rozmowie z serwisem Świat Lekarza nie ma wątpliwości - bez kontroli czasu pracy lekarzy reforma się nie uda. Co gorsza, obecne praktyki, w tym dyżury w kilku placówkach po kilkadziesiąt godzin bez przerwy, są niezgodne z Kodeksem pracy i stwarzają realne zagrożenie dla pacjentów.
Dyżur w kilku szpitalach jednego dnia - to norma?
Jak wyjaśnia prof. Peregud-Pogorzelski, znacząca część lekarzy pracuje w kilku placówkach, wykonując obowiązki przez kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Problem w tym, że podmioty medyczne nie wiedzą, iż lekarz rozpoczynający dyżur w ich szpitalu ma już za sobą kilka dyżurów w innych miejscach. Mówiąc wprost: szpital zatrudnia lekarza, który jest już skrajnie wyczerpany, ale nikt tego nie sprawdza.

Co proponują eksperci? Raport godzinowy dla NFZ
Rozwiązanie jest proste, choć wymaga odważnych decyzji. Narodowy Fundusz Zdrowia powinien mieć pełny wgląd we wszystkie formy zatrudnienia lekarzy - niezależnie od tego, czy to umowa o pracę, umowa cywilnoprawna, umowa zlecenie czy umowa o dzieło. Każdy podmiot medyczny powinien raportować do NFZ, kiedy i w jakim zakresie lekarz świadczy usługi. Wtedy będzie wiadomo, czy dany lekarz nie dyżuruje w dwóch szpitalach jednocześnie albo nie pracuje bez snu przez 48 godzin. Postulat wprowadzenia tachografów dla lekarzy, o którym mówi się od jakiegoś czasu, to - zdaniem ekspertów - intuicyjnie trafny pomysł. Obowiązkowe dołączanie raportu godzinowego do każdej lekarskiej wypłaty lub faktury uporządkowałoby ten problem niemal od ręki.
Dlaczego to dotyczy każdego pacjenta?
Zmęczony lekarz to gorsze decyzje, wolniejsza diagnoza, większe ryzyko błędu. Dla pacjenta po 50. roku życia, który często trafia na SOR z zawałem, udarem lub powikłaniami cukrzycy, liczy się każda minuta. Jeśli lekarz, który go przyjmuje, ma za sobą 30 godzin dyżuru w innych szpitalach, ryzyko pomyłki rośnie dramatycznie. Nie chodzi o to, by kogokolwiek atakować - lekarze też są ofiarami systemu, który zmusza ich do takiej pracy. Chodzi o to, by wreszcie wprowadzić skuteczne mechanizmy kontroli. Ministerstwo Zdrowia planuje reformę, ale bez raportowania czasu pracy i bez egzekwowania Kodeksu pracy, zmiany będą tylko na papierze.
Co dalej? Czeka nas walka o przejrzystość
Eksperci są zgodni: bez wdrożenia tych pięciu kroków reforma nie ma sensu. NFZ musi mieć wgląd we wszystkie formy zatrudnienia lekarzy. Placówki muszą raportować czas pracy i dyżury. Trzeba wyeliminować możliwość dyżurowania w kilku miejscach jednocześnie. I wreszcie - trzeba egzekwować przepisy Kodeksu pracy. Dla pacjenta oznacza to jedno: jeśli system się nie zmieni, nadal będzie trafiał do lekarza, który ledwo trzyma się na nogach. To nie jest kwestia wygody, ale bezpieczeństwa.








