/ FUTURYSTYK
FUTURYSTYK CYBER 24 lipca 2026 · 3 min

Windows ma ukryty identyfikator GDID, o którym nie wiedziałem - i to on, a nie numer seryjny, śledzi mój komputer

Windows ma ukryty identyfikator GDID, o którym nie wiedziałem - i to on, a nie numer seryjny, śledzi mój komputer

Przez lata żyłem w przekonaniu, że mój komputer identyfikuje w sieci Microsoftu adres MAC karty, numer seryjny albo konto, na które się loguję. Dokumenty złożone w amerykańskim sądzie pokazały, że jest coś jeszcze: mechanizm o nazwie Global Device Identifier, w skrócie GDID.

Sprawa wyszła na jaw przy okazji postępowania z udziałem FBI. I to najbardziej mnie w niej zastanawia - nie sam identyfikator, bo takich w każdym urządzeniu są dziesiątki, tylko to, że przez lata funkcjonował poza świadomością nawet zaawansowanych użytkowników.

Czym GDID różni się od numeru seryjnego

Numer seryjny to etykieta producenta sprzętu. Adres MAC identyfikuje kartę sieciową i można go zmienić. Nazwa komputera to pole, które ustawiam sam. Wszystkie te dane są w jakimś stopniu jawne albo modyfikowalne.

GDID działa inaczej. To trwały identyfikator przypisany do urządzenia w ekosystemie Microsoftu, powiązany z chmurą i usługami firmy. Nie jest polem, które przestawia się w ustawieniach jednym suwakiem. Właśnie ta trwałość i powiązanie z kontem oraz usługami sieciowymi robią z niego narzędzie o zupełnie innym ciężarze niż zwykła etykieta sprzętowa.

Dla firmy taki identyfikator ma sens techniczny. Pozwala rozpoznać to samo urządzenie mimo reinstalacji systemu, zmiany nazwy czy przełożenia dysku. Ułatwia zarządzanie flotą komputerów, egzekwowanie licencji, wychwytywanie nadużyć. Problem w tym, że to samo, co pomaga administratorowi, pomaga też każdemu, kto chce prześledzić drogę konkretnego sprzętu.

Dlaczego akurat FBI

To, że GDID pojawił się w kontekście śledztwa federalnego, nie jest przypadkiem. Identyfikator, który przeżywa reinstalację systemu i wiąże urządzenie z kontem w chmurze, jest dla organów ścigania łakomym kąskiem. Pozwala połączyć aktywność sprzed miesięcy z konkretnym egzemplarzem sprzętu, nawet jeśli ktoś w międzyczasie wyczyścił dysk i sprzedał komputer dalej.

Nie twierdzę, że Microsoft stworzył GDID po to, by donosić na użytkowników. Twierdzę coś innego: że infrastruktura zbudowana do celów operacyjnych staje się z automatu infrastrukturą nadzoru, gdy tylko poprosi o dostęp odpowiednia instytucja z nakazem w ręku. Różnica między jednym a drugim to często tylko formularz.

Co to zmienia w moim myśleniu o prywatności

Latami skupialiśmy się na plikach cookie, na trackerach w przeglądarce, na tym, co widzi Google. Tymczasem najtrwalsze identyfikatory siedzą warstwę niżej - w systemie operacyjnym i sprzęcie, poza zasięgiem trybu incognito i blokad reklam. Kasowanie historii przeglądarki przy GDID jest jak zamalowanie tablicy rejestracyjnej przy jednoczesnym pozostawieniu numeru VIN.

Najbardziej uderza mnie asymetria wiedzy. Microsoft wiedział o tym mechanizmie od zawsze, bo go zaprojektował. Ja dowiedziałem się przypadkiem, z akt sądowych, po latach używania systemu. To nie jest relacja, w której świadomie zgadzam się na warunki - to relacja, w której warunki poznaję dopiero, gdy ktoś je złamie albo ujawni.

Nie mam iluzji, że da się z tego łatwo wypisać. Windows to nie usługa, którą wyklika się z rejestracji jak newsletter. Kupując komputer z systemem Microsoftu, kupuję też cały ten niewidzialny bagaż identyfikatorów, o których dowiem się może za pięć lat, przy okazji kolejnej rozprawy.

Dlatego przestaję traktować prywatność jako coś, co ustawiam w panelu opcji. Realna kontrola zaczyna się od pytania, czego jeszcze nie wiem o urządzeniu, które trzymam na biurku. A jak pokazuje GDID, lista tego, czego nie wiem, jest dłuższa, niż sądziłem.

— WIĘCEJ Z REDAKCJI FUTURYSTYK

— CZYTAJ TEŻ W SIECI SFAT