Apple podobno odgrzewa zarzucony wcześniej pomysł: abonament na sam sprzęt. Nie leasing, nie raty, tylko subskrypcja iPhone’a – płacisz co miesiąc, urządzenie nigdy nie staje się twoje.
Brzmi jak drobiazg. Przecież już płacimy abonament za muzykę, filmy, chmurę i gry. Zmiana myślenia o samym telefonie była tylko kwestią czasu. I to mnie akurat najbardziej niepokoi.
Dlaczego to zadziała, choć nie powinno
Bo rata i abonament wyglądają podobnie, ale znaczą coś zupełnie innego. Ratę kiedyś spłacasz i telefon jest twój. Subskrypcja nie kończy się nigdy – dopóki płacisz, masz sprzęt, gdy przestaniesz, zostajesz z niczym.
To model, w którym Apple na zawsze zostaje właścicielem, a ja dożywotnim najemcą przedmiotu, który trzymam w kieszeni po kilkanaście godzin dziennie.
Najgorsze, że pewnie się zgodzę. Bo comiesięczna kwota zawsze wygląda niewinniej niż cena na metce. Rozłożenie na drobne raty to najstarsza sztuczka handlu – a tu doprowadzona do perfekcji.
Przestaliśmy być właścicielami muzyki i filmów prawie bez oporu. Telefon to ostatnia rzecz, którą jeszcze naprawdę posiadam. I obawiam się, że oddam ją równie łatwo – za wygodę comiesięcznego przelewu.








