Skończyły się czasy, gdy podstawowy iPad był rozsądnym wyborem na szkolną wyprawkę. Apple podniosło ceny o 25% – model startuje teraz od 749 AUD (ok. 1870 zł) za wersję 128 GB. W szczycie sezonu wniosków o 300+ i kompletowania wyprawki takie uderzenie w portfel boli tym bardziej, że konkurencja pokazuje, iż można taniej i wcale nie gorzej.
Sam zamówiłem Samsunga Galaxy Tab A11+ za 359 AUD (ok. 900 zł) w wariancie 256 GB z 8 GB RAM. To mniej niż połowa ceny iPada – różnica 590 AUD robi swoje, zwłaszcza gdy tablet ma służyć dziecku i może nie przetrwać roku w idealnym stanie. Po co przepłacać za markę, skoro zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na inne potrzeby szkolne?

Samsung nie oszczędza na tym, co ważne
Obawiam się, że wielu rodziców boi się odejścia od Apple ze względu na jakość. Tymczasem Galaxy Tab A11+ dostaje 11-calowy ekran 90 Hz (płynniejszy niż w iPadzie), 7 lat wsparcia oprogramowania od Samsunga i… klasyczne gniazdo słuchawkowe 3,5 mm – rzecz, której w nowych iPadach nie znajdziecie. Koledzy z Android Central ocenili go na 4/5, nazywając najlepszym tanim tabletem Samsunga.
Owszem, chipset jest słabszy niż w serii S, ale do przeglądania stron, oglądania filmów, czytania e-booków i obsługi szkolnych aplikacji wystarczy z nawiązką. Wersja 256 GB z 8 GB RAM radzi sobie lepiej z wieloma otwartymi kartami niż podstawowy iPad z 64 GB – a to właśnie przestrzeń i pamięć RAM decydują o codziennej wygodzie.
Koniec z przepłacaniem za status
Przyznaję: sam wcześniej kupowałem dzieciom iPady, bo „wszyscy tak mają”. Po tej podwyżce przestałem udawać, że stać mnie na Apple za każdym razem. 590 AUD różnicy to nie drobne – to cała wyprawka szkolna plus kilka miesięcy abonamentu na obiady. A tablet i tak po roku wyląduje w plecaku z poobijanymi rogami.
Nie mówię, że Samsung jest lepszy od iPada w każdym calu. Mówię, że w kategorii „tablet dla dziecka na lata” przestałem widzieć sens w dopłacaniu 60% wartości. Technologia poszła do przodu do tego stopnia, że różnica między budżetowym Androidem a podstawowym iPadem jest dziś prawie niezauważalna w codziennym użytku – za to w portfelu boli.








