W Indiach polityczny protest od lat rządzi się żelaznymi zasadami – głodówka prominentnego działacza, niesprawiedliwość, tłum na ulicy, pałki policji, a w końcu polityczny kompromis. Na tym tle tegoroczne wystąpienia pokolenia Z okazały się przełomem, bo w walce o zmianę sięgnięto po broń, której rządzący najwyraźniej się nie spodziewali: humor i memy.
Anuvab Pal, stand-uper z 16-letnim stażem na indyjskiej scenie, w swoim felietonie dla Guardiana opisuje, jak satyryczny kolektyw o nazwie Cockroach Janata party (Partia Karaluchów) zamienił szkolne błędy rządu w internetową burzę. Wszystko zaczęło się od przecieku kluczowego arkusza egzaminu medycznego – klasyczny indyjski skandal korupcyjny. Minister edukacji Dharmendra Pradhan został oskarżony o zaniedbania, a znany aktywista Sonam Wangchuk rozpoczął głodówkę. Na to nałożyła się fala studenckich protestów w Delhi, w okolicy Jantar Mantar, którą policja próbowała stłumić siłą.
– Sądziłem, że to będzie kolejna odsłona nudnego, przewidywalnego spektaklu – przyznaje Pal. – Nie spodziewałem się, że to komedia doprowadzi do zmiany rządowej polityki.
Partia Karaluchów kontra premier z gigantycznym czołem
Twórcy Cockroach Janata party zaczęli od produkcji wideo na wzór Funny or Die, przerabiając medialne newsy w absurdalną rozrywkę. Jednym z najbardziej wiralowych pomysłów okazał się fikcyjny romans między premierem Narendra Modim a Giorgią Meloni. Innym – memy z Lana Del Rey, którymi protestujący walczyli z policją. – Zagrali w kółko i krzyżyk na ogromnym czole premiera! – śmieje się Pal, opisując jeden z obrazków.
Siła tych działań polega na demontażu powagi, jaką otacza się władza. W społeczeństwie, w którym – jak mówi komik – na prywatnych imprezach korporacyjnych słyszy się prośby: „Możesz żartować ze wszystkiego, tylko nie wymieniaj nazwisk, miejsc ani wydarzeń”, otwarta satyra staje się aktem odwagi. I działa. Po serii wiralowych memów i ulicznych protestów rząd Modiego zgodził się na rozmowy z protestującymi.
Dlaczego to nie przelewki
Pal podkreśla, że dotychczasowy „playbook” protestów w Indiach wywodzi się jeszcze z czasów kolonialnych: głodówka (zaczęta przez Gandhiego), niesprawiedliwość, żądania, zgromadzenia, pobicia przez policję, kompromis. Finał zwykle bywał gorzki – sprawa się wypalała, a mała frakcja przekształcała w partię polityczną. Tym razem jednak, jak zauważa komik, to komedia stała się katalizatorem zmiany i przyspieszyła negocjacje.
Opisana przez Pala historia z Delhi to nie tylko relacja z jednego protestu. To dowód na to, że w czasach dominacji obrazka i krótkiego wideo nawet najtwardszy polityczny establishment może zostać zmuszony do ustępstw przez pokolenie, które wychowało się na memach.
Władza w Indiach wciąż bije pałkami – ale przynajmniej na razie przegrywa z internetem.







