W Beskidzie Niskim pojawił się pleń – to bardzo rzadkie zachowanie larw małej muchówki, ziemiórki pleniówki. Setki osobników łączą się w pełzający wąż, który z daleka wygląda jak jeden organizm. Dawniej uważano go za przepowiednię, dobrą albo złą.
Mnie ten obrazek zatrzymał z zupełnie innego powodu. Wiem dokładnie, co zrobiłby mój pies, gdyby napotkał na szlaku coś, co samo się rusza i wije po ściółce. Podszedłby, zamarłby, a potem trąciłby nosem.
Dlaczego psa ciągnie do tego, co pełza
Ruch to najsilniejszy wyzwalacz instynktu łowieckiego. Pies reaguje nie na to, czym coś jest, tylko na to, że drga, ucieka albo faluje. Roje owadów, gąsienice, dżdżownice po deszczu – wszystko to wygląda dla niego jak zaproszenie do zabawy.
Problem w tym, że nie każdy owad jest niegroźny. Niektóre larwy i chrząszcze wydzielają substancje drażniące, a połknięcie garści owadów potrafi skończyć się wymiotami czy podrażnieniem pyska. Dlatego na szlaku wolę odwrócić uwagę psa smakołykiem, niż pozwolić mu badać roje jęzorem.
Jeśli po takim spotkaniu pies się ślini, drapie pysk albo wymiotuje – nie zgaduję, tylko dzwonię do weterynarza.
Ludzie przez wieki widzieli w pleniu znak z nieba. Mój pies widzi w nim coś prostszego: rzecz, która się rusza, więc trzeba sprawdzić. I szczerze, jego interpretacja jest chyba zdrowsza.








