Gdy BBC opublikowało tekst o tym, że podczas fali upałów drzewa mogą spaść, od razu skojarzyłem to z moim psem. W zeszłe lato, w trakcie trzydziestostopniowego skwaru, mój labrador nagle zaczął obwąchiwać pień starego dębu w parku i nie chciał podejść bliżej. Po pięciu minutach konar runął. Pies wiedział wcześniej. I nie chodzi o żadną magię – tylko o fizykę.
Gorące drzewa to zagrożenie, które psy wyczuwają intuicyjnie
Podczas upałów wnętrze pnia nagrzewa się nierównomiernie, a soki roślinne parują podkorowo, osłabiając strukturę. Drzewa z suchymi korzeniami, chorym rdzeniem lub po wichurach tracą stabilność. Mój pies, z nosem centymetry od ziemi, wyczuwał subtelne drgania i zapach gnijącego drewna, który ja bagatelizowałem. To samo robią słonie w Afryce – i dlatego BBC ostrzega: nie siadaj pod drzewem w czasie upału.
Przekonałem się, że pies to żywy sejsmograf. Jeśli nagle zmienia trasę spaceru i omija konkretne drzewo, warto to uszanować. Zwierzęta nie myślą kategoriami „ładny cień” – one pamiętają instynktownie, że gorący pień może być pułapką. Dla mnie to kolejna lekcja, że natura wysyła sygnały, które ignorujemy na własne ryzyko. Teraz, gdy termometry pokazują ponad 30 stopni, bacznie obserwuję swojego psa – i nie staję w cieniu podejrzanych konarów.








