Christopher Nolan, mistrz widowiskowej opowieści i gier z czasem, wraca z kolejnym gigantem. Tym razem sięgnął po fundament kultury zachodniej – „Odyseję” Homera. Efekt? Film, który już na starcie wywołał gorące dyskusje. Niektórzy krzyczą „arcydzieło”, inni marszczą brwi na obsadowe decyzje. Dla jednych to lekcja historii w iście nolanowskim stylu, dla innych – kontrowersyjna reinterpretacja. Pytanie brzmi: czy warto poświęcić wieczór (i sporo gotówki na bilet) na tę podróż do Itaki? Przyglądamy się recenzjom, obsadzie i temu, co naprawdę kryje się za tytułem.
Nolan po swojemu, czyli czas jako bohater
Christopher Nolan nie byłby sobą, gdyby opowiedział historię linearnie. W „Odysei” ponownie bawi się chronologią, co – jak podkreślają recenzenci – jest jego znakiem rozpoznawczym. W przypadku tej opowieści zabieg okazuje się zaskakująco naturalny. „Operowanie czasem to znak rozpoznawczy reżysera i tutaj znajduje swoje idealne zastosowanie” – czytamy w recenzji na Filmwebie. Skoki na osi czasu nie dezorientują, a wręcz pomagają zrozumieć wewnętrzną podróż Odyseusza. Matt Damon w roli głównej wciela się w sędziwego, zamyślonego wojownika, który błądzi nie tylko po morzach, ale i we własnych myślach.
Fabuła, którą wszyscy znamy, zyskuje nowy wymiar. Nolan nie kopiuje Homera – on go reinterpretuje. Zamiast wiernej ekranizacji dostajemy opowieść o ojcostwie, odpowiedzialności i upadku cywilizacji. „Jego opowieść zawiera w sobie historię powstania kultury zachodniej, lecz de facto ma znaleźć swoje przełożenie w dzisiejszych czasach” – zauważa recenzent. To już nie tylko film przygodowy, ale i intelektualna prowokacja. Reżyser zadaje pytania o stan współczesnego świata, a robi to z rozmachem, który zapiera dech w piersiach.
Obsada: gwiazdy, które grają… poprawnie
Matt Damon, Anne Hathaway, Tom Holland, Robert Pattinson, Zendaya – lista nazwisk robi wrażenie. Jednak według krytyków aktorzy nie dostają zbyt wiele do zagrania. „Prawdę mówiąc żadna z tych ról nie daje nam efektu, który wbijałby w fotel” – pisze recenzent Filmwebu. Hathaway jako Penelopa czeka i cierpi, ale jej emocje są ukryte pod maską teatralnej powściągliwości. Holland to typowy Holland – porywczy, ale przewidywalny. Pattinson jako Antinous jest podstępny i tchórzliwy, ale nie zaskakuje.
Najwięcej kontrowersji budzi jednak rola Zendayi. Wciela się w Atenę, ale pojawia się na ekranie zaledwie na trzy minuty. „Nolan oglądając »Diunę« poczuł się zachwycony tym, jak Zendaya potrafi patrzeć w kamerę (nic przy tym nie robiąc) i stwierdził, że widzi ją w swoim filmie” – czytamy w recenzji. Czy to fan service, czy świadomy zabieg? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak obsada, choć gwiazdorska, nie jest najmocniejszym punktem produkcji. Ratunkiem okazuje się za to muzyka Ludwiga Göranssona i zdjęcia Hoyte Van Hoytemy, które tworzą prawdziwie epickie widowisko.
Kontrowersje: kolor skóry i marketing
Nolan nie unika drażliwych tematów. W „Odysei” pojawia się Helena Trojańska, grana przez Lupitę Nyong’o. Decyzja o obsadzeniu ciemnoskórej aktorki w tej roli wywołała burzę w internecie. Reżyser doskonale zdawał sobie z tego sprawę. „Czy robi to świadomie? I jeszcze jak. Nolan swoją opowieścią odzwierciedla stan całego świata, a miałby nie przewidzieć dyskusji o kolorze skóry Heleny Trojańskiej” – komentuje recenzent. To nie przypadek, a celowy zabieg, który ma prowokować do rozmowy o różnorodności i dziedzictwie kulturowym.
Podobnie rzecz ma się z językiem – Matt Damon nie mówi po starogrecku, a po angielsku. Dla purystów to herezja, dla Nolana – konieczność, by dotrzeć do współczesnej publiczności. „Te wszystkie zabiegi mają budować kontrowersje i niezależnie od poglądu odbiorcy, zachęcać do udziału w nolanowskiej analizie sytuacji społecznej – wybitny marketing” – podsumowuje recenzent. Film staje się więc nie tylko opowieścią, ale i pretekstem do dyskusji. I choć nie każdemu to odpowiada, trudno odmówić reżyserowi odwagi.
Widowisko, które trzeba zobaczyć na dużym ekranie
Niezależnie od kontrowersji, jedno jest pewne: „Odyseja” to film, który trzeba obejrzeć w kinie. IMAX, 16K, potężne plenery i muzyka Göranssona tworzą doświadczenie, którego nie da się powtórzyć w domowym zaciszu. „Wizjonerstwa i estetyczności nie można Nolanowi odbierać” – pisze recenzent. Kamery IMAX uchwyciły nie tylko piękno greckich wysp, ale i detale twarzy aktorów oświetlonych blaskiem pochodni. To kino totalne, które angażuje wszystkie zmysły.
Niektórzy krytykują film za to, że jest „zachowawczy” i „poprawny”. Inni widzą w nim nowy etos, który po upadku cywilizacji poprowadzi nas w przyszłość. Prawda leży gdzieś pośrodku. „Odyseja” Nolana to z pewnością wydarzenie sezonu, ale niekoniecznie arcydzieło. To film, który warto zobaczyć, by wyrobić sobie własne zdanie. I by móc wziąć udział w dyskusji, która – jak przewidział reżyser – dopiero się rozkręca.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego na wieczór, to nie ten adres. Jeśli jednak chcecie dać się porwać rozmachowi, zanurzyć w dźwiękach i obrazach, a przy okazji pogłówkować nad kondycją współczesnego świata – „Odyseja” jest dla was. Tylko przygotujcie się na to, że wyjdziecie z kina z więcej niż jednym pytaniem w głowie.
Źródła:
- KOSZMARY I SNY NA JAWIE: idealna na weekendowy binge miniseria miksująca SCI-FI, horror i fantasy (film.org.pl)
- Heartstopper Forever – recenzja filmu. Wideo-fanfiction zamiast dobrego finału (Popkulturowcy)
- Homer na basach i w 16K – Recenzja filmu Odyseja (2 026) (Filmweb)
- Battlefield 6 oraz Top Gun łączą siły! (Popkulturowcy)
- Seria 11.22.63 – oparty na powieści Kinga thriller SCI-FI idealny na weekendowy maraton (film.org.pl)








