W świecie popkultury rzadko zdarza się, by castingowa anegdata sprzed lat nagle zyskała nowe życie. Tymczasem historia obsadzenia roli Johna Duttona w serialu „Yellowstone” wraca właśnie z niespodziewaną siłą – i to za sprawą wywiadu, którego twórca serialu Taylor Sheridan udzielił branżowemu magazynowi. Okazuje się, że patriarcha rodu Duttonów mógł mieć zupełnie inną twarz. Legendarną. Sheridan zdradził, że pierwotnie do roli Johna Duttona namówił samego Roberta Redforda. Do współpracy jednak nie doszło, a kulisy tej decyzji są tak zaskakujące, że fani serialu do dziś nie mogą w nie uwierzyć. Co dokładnie stanęło na przeszkodzie i jak doszło do obsadzenia Kevina Costnera? Oto opowieść, która rzuca nowe światło na genezę jednego z największych telewizyjnych hitów ostatniej dekady.
Robert Redford jako John Dutton? To nie był żart
Taylor Sheridan, twórca „Yellowstone”, od dawna buduje wokół swojego serialu aurę tajemniczości. Jednak tym razem postanowił uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć o początkach projektu. W rozmowie z The Hollywood Reporter Sheridan wyjawił, że zanim „Yellowstone” trafił do stacji Paramount, nad jego realizacją gdybało HBO. To właśnie decydenci z tej stacji mieli postawić warunek, który wydawał się niemal niemożliwy do spełnienia: aby zamówić odcinek pilotażowy, Sheridan musiał pozyskać do głównej roli aktora o pokoleniowym talencie. Kogoś w rodzaju Roberta Redforda. Sheridan potraktował to zadanie śmiertelnie poważnie. Osobiście udał się do Sundance, gdzie spędził cały dzień z legendą kina. Redford zgodził się zagrać Johna Duttona. Gdy Sheridan zadzwonił do wiceprezesa HBO odpowiedzialnego za produkcje i oznajmił: „Mam go!”, usłyszał w odpowiedzi: „Masz kogo?”. „Roberta Redforda”. Reakcja przełożonego była zaskakująca. Jak czytamy w źródłach, padły wówczas słowa, których Sheridan nie był w stanie wymyślić: „Mieliśmy na myśli kogoś w typie Roberta Redforda”.
Wiek Redforda przeszkodą nie do pokonania
Dlaczego HBO, które samo zasugerowało nazwisko Redforda jako wzór, nagle się wycofało? Odpowiedź jest prozaiczna, a jednocześnie brutalna dla fanów alternatywnej wersji serialu. Stacja obawiała się wieku aktora. Robert Redford w momencie tych rozmów dobijał do 80. urodzin. HBO życzyło sobie aktora o renomie Redforda, ale nie samej legendy kina – z uwagi na jego wiek. Sheridan znalazł się w wyjątkowo niezręcznej sytuacji. Musiał ponownie skontaktować się z Redfordem i wyjaśnić mu całą sytuację, a w zasadzie – zwolnić go z roli, którą ten już zaakceptował. Jak podkreśla Sheridan w wywiadzie, była to jedna z najtrudniejszych rozmów w jego karierze. Redford, mimo zaawansowanego wieku, wciąż był aktywny zawodowo i chętny do podjęcia wyzwania. Decyzja HBO pokazała jednak, że w telewizji liczy się nie tylko talent, ale i postrzegana przez widzów witalność aktora. W przypadku tak wymagającej fizycznie roli jak John Dutton – człowieka, który jeździ konno, pracuje na ranczu i toczy brutalne walki o ziemię – wiek mógł być rzeczywiście kluczowym czynnikiem.
Kevin Costner – drugi wybór, który okazał się strzałem w dziesiątkę
Po fiasku rozmów z HBO Sheridan nie porzucił marzeń o „Yellowstone”. Serial trafił ostatecznie do stacji Paramount, która nie tylko uwierzyła w wizję twórcy, ale i zaakceptowała jego nowego kandydata do roli Johna Duttona – Kevina Costnera. Costner, podobnie jak Redford, był aktorem o ugruntowanej pozycji i charyzmie, ale w 2017 roku miał 62 lata – był więc o niemal dwie dekady młodszy od Redforda. To sprawiło, że mógł bez przeszkód wcielić się w postać surowego patriarchy, który przez lata serialu zmaga się z przeciwnościami losu. Co ciekawe, jak donoszą źródła, casting Costnera również nie obył się bez zakulisowych kłopotów. Kontrowersje na planie „Yellowstone” miały poskutkować utratą Johna Duttona już w 3. sezonie. Choć ostatecznie Costner pozostał w serialu do finału, jego relacje z ekipą produkcyjną bywały napięte. Dziś jednak trudno wyobrazić sobie kogoś innego w roli Duttona. Costner wniósł do postaci nie tylko twardość, ale i głębię emocjonalną, która sprawiła, że widzowie pokochali tego bohatera. Gdyby rolę objął Redford, „Yellowstone” mógłby wyglądać zupełnie inaczej – być może bardziej refleksyjnie, mniej dynamicznie. Trudno ocenić, czy taka wersja odniosłaby podobny sukces.
Co ta historia mówi o kulisach branży?
Przypadek „Yellowstone” to doskonała lekcja dla wszystkich, którzy myślą, że casting to prosta sprawa. Zaangażowanie aktora tej klasy co Robert Redford wydawało się gwarancją sukcesu, a jednak HBO postawiło na swoim. Decyzja ta pokazuje, jak bardzo w telewizji liczy się dopasowanie aktora do konkretnej wizji, a nie tylko jego nazwisko. Sheridan, mimo że musiał zwolnić Redforda, nie stracił wiary w projekt. Dziś „Yellowstone” jest jednym z najpopularniejszych seriali na świecie, a jego spin-offy – „1923” i „1883” – również przyciągają miliony widzów. Gdyby nie upór Sheridana i decyzja HBO, być może nigdy nie zobaczylibyśmy Costnera w roli życia. A może Redford, gdyby dostał szansę, stworzyłby postać jeszcze bardziej ikoniczną? Tego już się nie dowiemy. Warto jednak pamiętać, że w świecie show-biznesu nawet najlepsze plany mogą runąć z powodu jednej, pozornie drobnej decyzji.
Dla fanów „Yellowstone” ta historia to fascynujący wgląd w kulisy produkcji. Dla widzów, którzy dopiero zaczynają przygodę z serialem, to dowód na to, że czasem to, co miało być planem awaryjnym, okazuje się strzałem w dziesiątkę. „Yellowstone” dostępny jest w Polsce na platformie SkyShowtime, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać losów rodziny Duttonów, to najwyższy czas nadrobić zaległości. Kto wie, może podczas seansu będziecie się zastanawiać, jak wyglądałby serial z Redfordem na czele. Jedno jest pewne – Sheridan wyciągnął z tej lekcji wnioski i stworzył dzieło, które na stałe zapisało się w historii telewizji.








