Pani Joanna oddała swój portfel Louis Vuitton do kaletnika w celu drobnej naprawy. Gdy następnego dnia przyszła go odebrać, okazało się, że został wystawiony na Allegro za 3000 zł. Kaletnik twierdzi, że skoro nie odebrała go w ciągu 24 godzin, mógł nim dysponować. Sprawa trafiła do sądu, a my sprawdzamy, jakie prawa ma klient, oddając rzecz do serwisu i jak nie dać się oszukać.
Historia pani Joanny – portfel zniknął w jeden dzień
Zgodnie z relacją opublikowaną na portalu Bezprawnik.pl, kobieta zostawiła markowy portfel u kaletnika, który miał go naprawić. Już następnego dnia zobaczyła ogłoszenie na Allegro – ten sam portfel, z tą samą wadą, wyceniony na 3000 zł. Sprzedawcą okazał się kaletnik, który tłumaczył, że po 24 godzinach od zgłoszenia gotowości do odbioru uznał przedmiot za porzucony. Pani Joanna złożyła zawiadomienie na policję, a kaletnik ostatecznie przeprosił i zwrócił portfel, ale sprawa trafiła do sądu rejonowego jako przykład przywłaszczenia mienia.

Co mówi prawo? Czy 24 godziny wystarczą, by uznać rzecz za swoją?
Polskie prawo cywilne i karne jest w tej kwestii jednoznaczne. Aby można było mówić o porzuceniu rzeczy, musi upłynąć znacznie dłuższy czas – zwykle co najmniej kilka dni, a w przypadku przedmiotów wartościowych – nawet tygodni. Kluczowe znaczenie ma umowa między klientem a usługodawcą. Jeśli w regulaminie serwisu nie ma wyraźnego zapisu o terminie odbioru i konsekwencjach jego przekroczenia, jednostronne uznanie rzeczy za swoją po 24 godzinach jest przywłaszczeniem – czynem zabronionym przez art. 284 Kodeksu karnego. Nawet jeśli taki zapis istnieje, musi być zgodny z prawem konsumenckim, które chroni słabszą stronę umowy. W praktyce sądy uznają, że natychmiastowe wystawienie cudzej własności na sprzedaż rażąco narusza obowiązki przechowawcy.
Jak się bronić przed taką sytuacją? Kilka praktycznych kroków
Eksperci radzą, aby przed oddaniem rzeczy do naprawy: (1) dokładnie przeczytać regulamin serwisu, zwłaszcza punkty dotyczące terminów odbioru i losu nieodebranej rzeczy; (2) spisać umowę lub otrzymać pisemne potwierdzenie przyjęcia, z opisem przedmiotu, wartością i terminem wykonania usługi; (3) zrobić zdjęcie przedmiotu przed oddaniem; (4) ustalić maksymalny termin odbioru – im krótszy, tym lepiej dla usługodawcy, dlatego warto negocjować dłuższy; (5) jeśli nie możesz odebrać na czas, poinformuj o tym serwis i poproś o przedłużenie. W przypadku sporu – natychmiast zgłoś sprawę na policję (przywłaszczenie) i skontaktuj się z powiatowym rzecznikiem konsumentów.
Nie tylko kaletnik – podobny problem z platformami sprzedażowymi
To nie jedyny przypadek, gdy cudze mienie trafia na aukcję bez zgody właściciela. Zdarza się, że po śmierci bliskiej osoby rodzina nie może odzyskać pieniędzy zgromadzonych na kontach w serwisach takich jak Vinted. Jak opisał Bezprawnik.pl, brat jednej z czytelniczek zmarł w kwietniu, a środki z jego portfela na Vinted wiszą do dziś – platforma od miesięcy nie udostępnia danych ani nie wypłaca pieniędzy spadkobiercom. Choć to inna sytuacja (cyfrowe aktywa po zmarłym), łączy ją wspólny problem: trudność w dochodzeniu praw do własności znajdującej się u osób trzecich. W obu przypadkach kluczowe jest szybkie działanie i znajomość swoich praw.
Sprawa pani Joanny pokazuje, że nawet pozornie bezpieczne oddanie rzeczy do naprawy może skończyć się utratą majątku. Kaletnik ostatecznie wycofał aukcję i oddał portfel, ale proces sądowy wciąż trwa. Pamiętaj: zawsze czytaj regulamin, żądaj potwierdzenia na piśmie i nie zostawiaj wartościowych przedmiotów bez umowy określającej terminy. W razie wątpliwości skonsultuj się z prawnikiem lub rzecznikiem konsumentów.








