Krótko i konkretnie: Wizz Air od końca października zawiesza dwie całoroczne trasy do Włoch, a dwie wakacyjne do Chorwacji znikają miesiąc wcześniej niż zapowiadano. Dla weekendowego podróżnika to sygnał, żeby bilety kupować z wyprzedzeniem, a nie liczyć na tanią promocję w ostatniej chwili.
Uważam, że najbardziej tracą na tym miłośnicy krótkich wypadów po smak. Włochy to dla mnie kierunek dwudniowy: sobota-poniedziałek, plecak i jeden konkretny cel przy stole.

Apulia jest tego wzorem. W Bari za orecchiette z cime di rapa i kieliszek primitivo zapłacisz mniej niż za obiad w wielu polskich miastach, a Polignano a Mare leży godzinę drogi dalej.
Co robię, gdy trasa znika
Przestałem traktować tanie loty jako rzecz oczywistą. Sprawdzam alternatywne lotniska – do Apulii doleci się też przez Brindisi, a smak focaccii barese czy burraty nie zależy od jednego przewoźnika.

Kupuję bilety wcześniej i planuję wokół jednego dania, nie wokół promocji. Kiedy siatka połączeń się kurczy, wygrywa ten, kto wie, po co jedzie.
Bo prawda jest taka, że linia lotnicza może skasować trasę w jeden dzień. Talerz orecchiette w Bari czeka niezmiennie od pokoleń – i to jemu ufam bardziej niż rozkładowi lotów.








