Za 776 zł można w październiku polecieć z Warszawy na Majorkę na trzy noce z noclegami. To okazja, o której trąbi Fly4free. Ja jednak chcę powiedzieć o czymś innym.
Bo z każdego wyjazdu przywoziłem kiedyś magnesy, breloki i widokówki. Dziś nic z tego nie pamiętam. Za to smak potrafię odtworzyć w głowie po latach.
Na Majorce tym smakiem jest ensaimada – spiralna, posypana cukrem pudrem drożdżówka wypiekana ze smalcem, stąd nazwa od słowa „saïm”. Zjadam ją rano, jeszcze ciepłą, popijając cafè amb llet. To nie deser dla turysty. To śniadanie wyspiarzy.
Dlaczego smak zostaje dłużej niż zdjęcie
Katedrę La Seu w Palmie sfotografuje każdy. Valldemossę i przylądek Formentor też. Ale nikt za mnie nie zje pierwszej ensaimady w małej piekarni, gdzie zapach maki i cukru bije przez otwarte drzwi.
Dlatego zamiast pchać do walizki plastik, radzę: kupcie dużą ensaimadę w kartonowym pudle na lotnisko. Wyspiarze wożą ją tak od pokoleń.
Pamiątka, którą zjesz w domu, przedłuża podróż o jeden poranek. Magnes tylko kurzy się na lodówce.








