/ SZLAK I SMAK
SZLAK I SMAK INSPIRACJE 30 lipca 2026 · 2 min

Arkösund o 5 rano przekonał mnie, że szwedzkie archipelagi biją na głowę te wokół Sztokholmu

Arkösund o 5 rano przekonał mnie, że szwedzkie archipelagi biją na głowę te wokół Sztokholmu

Budzik zadzwonił o 4.30, ale po co spać, skoro o piątej na bałtyckiej zatoce Arkösund jest tak jasno, że mogłoby być południe. Wyskoczyłem z drewnianego, klimatycznego hotelu Arkösunds hotell – otwartego w 1895 roku – i ruszyłem na molo. Mała łódź motorowa wypływała w morze, słońce iskrzyło się na spokojnej wodzie, a nad głową przeciągały gęsi. I wtedy zrozumiałem, że przez lata jeździłem na złe szwedzkie wyspy.

Dlaczego Östergötland wygrywa z resztą

Większość turystów zna Sztokholm i jego rozsławiony archipelag albo Göteborg na zachodzie. A kilka godzin na południe od stolicy leży Östergötland – 9000 wysp rozrzuconych na Bałtyku, które są cichsze, mniej zatłoczone i, pozwolę sobie powiedzieć, autentyczniejsze. Pokrywają kilka pasów wybrzeża: Arkösund, Sankt Anna, Gryt i Tjust. Większe wyspy usiane są tradycyjnymi czerwonymi letnimi domami, a mieszkają tam foki, ptaki morskie i gęste lasy olchy, cedru, dębu i sosny.

Dotarłem tam najwolniej, jak się dało. 24 godziny wcześniej wsiadłem do Eurostaru w Londynie, potem pociągiem przez Hamburg, Kolonię i dalej – nocnym SJ EuroNight do Norrköping. Przespałem moment, gdy przejeżdżaliśmy przez most nad Sundem do Szwecji. Świt rozwinął się w różowych, zmierzchowych falach, gdy wysunęliśmy się z Malmö w kierunku Östergötland. To był pierwszy znak, że spowolnienie tempa ma sens.

Na archipelagu nikt nie pędzi. Lokalsi i goście pływają żaglówkami, małymi motorówkami albo kajakami. Spędzają długie letnie dni na pływaniu, wędkowaniu i wędrówkach. Z przystani w Arkösund wypłynąłem na wodę z lokalną przewodniczką Åsą, motorówką należącą do Kauko Lindstedta – Fina, który od 40 lat mieszka na wyspie Aspöja. To cztery mile drogi wodnej. Åsa pokazała mi niepisaną zasadę: jeśli zobaczysz zacumowany kajak lub łódź, odpływaj dalej. W szwedzkim duchu allemansrätten – prawa każdego do dostępu do natury – nie chodzi o branie, ale o zostawianie innych w spokoju.

Rano na przystani drewniana kładka zaprowadziła mnie na sznur maleńkich wysepek. Łabędzica wciągała puszyste pisklęta pod most. To nie jest krajobraz do szybkiego zwiedzania. To jest miejsce, gdzie jedynym hałasem jest plusk wiosła i krzyk ptaków. I właśnie dlatego – wracając do tezy – Östergötland bije na głowę wszystko, co widziałem wokół Sztokholmu. Mniej ludzi, więcej ciszy, smak prawdziwej, niespiesznej Szwecji.

Jeśli planujecie lato w Skandynawii, zapomnijcie o tłumach w stolicy. Kierujcie się na południe, do Norrköping, a stamtąd drogą, którą miejscowi nazywają Końcem Świata. Bo dopiero tam naprawdę zaczyna się Szwecja.

— WIĘCEJ Z REDAKCJI SZLAK I SMAK

— CZYTAJ TEŻ W SIECI SFAT