Krótko: dla większości zdrowych dorosłych picie nawet do pięciu filiżanek kawy dziennie jest bezpieczne. Kluczowe słowo to „filiżanka” – a nie kubek wielkości wiadra i nie potrójne espresso z każdej.
Bo tu leży cały haczyk. Kiedy słyszę „pięć kaw”, myślę o pięciu małych porcjach, a nie o pięciu litrach latte z dwoma cukrami i syropem. Diabeł siedzi w dodatkach, nie w samej kofeinie.
Kogo to nie dotyczy
Ta zielona lampka nie świeci dla wszystkich. W ciąży zalecenia są ostrożniejsze, a osoby z arytmią, nadciśnieniem, refluksem czy problemami ze snem powinny słuchać własnego organizmu i lekarza, a nie internetowej średniej.
Sam zauważyłem, że nie liczy się tylko ile, ale i kiedy. Kawa po godzinie piętnastej potrafi mi rozłożyć noc, choć w ciągu dnia nic złego się nie dzieje. Kofeina zostaje w organizmie długo, nawet gdy już jej nie czujemy.
Dlatego traktuję te „pięć filiżanek” jak górny limit, nie jak cel do wypełnienia. Jeśli dwie kawy dają mi energię i spokojny sen, po co gonić rekord? Zdrowa granica to ta, po której czuję się dobrze, a nie ta z nagłówka.








